poranek ( fragment miniatury Przebudzenie )   
Konto usunięte: Myslovitz obudził się o 5.20, spojrzał na budzik w komórce, przestawił z 6.00 na 6.22 .

Słońce, szum miasta, ptaki kwilące gruchające i pohukujące. Winda w górę, winda w dół. To tak ma wyglądać dzień mojej śmierci. Nie chcesz, nie musisz ale pójdziesz, i nie mów głupkowato że tak trzeba. – Idziesz się wygrzać w blasku cudzej śmierci. – Nie bełkocz, to moja śmierć i tylko moja.

Myslovitz już nie spał, zagrał dwie gry w snejka na starej nokii.

Sześćset dwadzieścia dwa upadki. Może trochę mniej, i parę wzlotów. Dało się czadu. Mógł taki Witkiewicz nie podcinać sobie żył pod dębem. Wróciłby spokojnie pod Tatry, przeżyłby wojnę. Dobrze żyje się w tym kraju. Zamordowani Żydzi dali kamienice, Niemcy z Gustloffa zostawili Horchy i Adlery, Łemkowie połoniny. Wschód rzucił ropę i żelazo, potem Zachód pornosy i stare bmw. Pójdą teraz do Chińczyków, szukać nowych dup do lizania . ”Chińczyki trzymają się mocno? - Oj, mocno panie Czepiec, mocno.” Przeklęty naród, pomiot po gwałtach tatarskich. Dobry Boże, że ja też z nimi tyle wytrzymałem. Święty człowiek. ” Będę uprawiał nierząd za pieniądze”. Za ochłap, pajacu, za ochłap. Lekkość życia w tym kraju jest nie do zniesienia.

O 6.22 zadzwonił budzik w komórce.

- Wstawaj, Bruno, idziesz dzisiaj na piwo?. – Idę.

Myslovitz ogolił się starannie, wybalsamował twarz i szyję, prysnął wodą kolońską. Potem wziął letni prysznic. Ubrał czyste pachnące prosto z fabrycznych worków: bokserki, skarpety, spodnie, pomarańczową bawełnianą koszulkę, szarą trochę za dużą bluzę z czterema kieszeniami w stylu Stachury. Posprawdzał kieszenie, czy na pewno nic w nich nie ma, poobcinał metki, dopasował szary pasek z Columbii.

Wierszy nie pisałem, nigdy nie miałem na to czasu. Dzisiaj napiszę swój pierwszy i jedyny wiersz. Jestem Poetą bo zrobię świadomie coś, czego mogę nie zrobić. Bóg też jest Poetą. Stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo, więc kiedyś musiałem zostać Poetą. Dziś jest dobry dzień, żeby zostać Poetą.

Myslovitz wstał z łóżka, zaparzył kawę, do worków powrzucał jedzenie z lodówki, chleb i butelki z sokiem. Wyszedł z mieszkania, wrzucił worki do zsypu. Wypił kawę, obejrzał wiadomości w telewizji, przejrzał skrzynki emaliowe, powrzucał parę słów na różne portale. Podszedł do szafy, otworzył górną szafkę. Wypadła czarna rękawiczka. Zamknął szafkę, podniósł rękawiczkę i rzucił ją na stół.

Zimowe rękawiczki już mi niepotrzebne, bo przecież dzisiaj umrę. Kurtki skórzane i z Columbii, płaszcze skórzane czarne i brązowe, swetry, golfy różnokolorowe, koszule białe i z białymi kołnierzykami, garnitury dwu i trzyrzędowe, marynarki na trzy, dwa i jeden guzik, kołnierzyki dopinane i na zatrzaski, portfele, wizytowniki, normalizery i organizery, czarne, czerwone, brązowe, brunatne, kremowe i we wszystkich odcieniach beżu . Książki, płyty, dvd i blu-ray, mp2, mp3, mp4 i kolejne aż do skończenia świata. Szaliki, czapki i czarny skórzany kapelusz. I tropikalny kapelusz z korka kupiony dla żartu na rynku w Toruniu na przepustce z wojska. Buty, trapery, kozaczki, adidasy, oficerki i nike, i pantofle też. Ksiązki. Tomiki, wierszyki, rękopisy kupowane od głodujących poetów. Samizdatowe wydanie Brodskiego z ciepłą dedykacją po polsku. Karteczki z rymowanymi bajeczkami dla dzieci pisane przez umarłe poetki. Parasole, płaszcze lateksowe i peleryny brezentowe też nie będą mi dzisiaj potrzebne bo nie pada deszcz i dzisiaj umrę. Zupki chińskie, tajlandzkie i wietnamskie, zupy Campbella i zupy Knorra. Tuńczyki w oleju, zalewie i w sałatkach. Masło, margaryna, oliwa z oliwek. Sosy pikantne, słodko-kwaśne i vinaigrette. Sałaty, dressingi, ketchupy . Chipsy, chrupki, orzeszki solone i pikantne. Chleb mój powszedni nie będzie mi potrzebny. Piwo, wódka, wino. Owoce morza, leśne i niewiadomego pochodzenia. Konserwy tyrolskie, gulasze angielskie, przysmaki gajowego, leśniczego i smaki życia. Już nic nie będzie mi potrzebne. Kawa, herbata, soki, nektary i ambrozja. Nic mi nie będzie potrzebne. Bo dzisiaj umrę.

Myslovitz włożył do prawej dużej kieszeni bluzy elektroniczny zegarek i dwa paski z tabletkami po dziesięć sztuk a do lewej żółty foliowy worek na zakupy z uszami z sieci Biedronka.

Jeronimo Martins dystrybucja. Jak wódz indiański, tyle że bez dystrybucji, same znaki, pomarańcz śmierć, żółty żałoba. Na Wilhelminie też pewnie podjadą dwie siódemki. – To nie znaki, wszystko sam zaplanowałeś, a do Katowic możesz jechać autem, taksówką albo tramwajem 14-tką. – Może i tak.

Myslovitz do górnej prawej kieszeni bluzy włożył kilka banknotów i trochę bilonu po złotówce, dwa i pięć, a do lewej obrazek Matki Boskiej zatopimy w dużym plastikowym kole, pozostałość po samochodowym breloku sprzed wielu lat, kiedy kupił swój pierwszy nowy samochód, złotego atosa u dealera w Pogwizdowie.

Buszmeni, Pigmeje i Dogoni z serca Afryki wierzą, że Bóg z dobrego budulca stworzył Białych, z nieco gorszego Czarnych, a ich z resztek błota. Szatan też był z dobrego budulca stworzony. Im lichsze stworzenie tym pokorniejsze wobec Stwórcy, tym mu do Stwórcy bliżej. Najuboższy na całym świecie zbieracz ze skraju pustyni nie wierzy w Nieba z pałacami, hurysami, w świetlne tunele, w uczty pod murami Warowni Pana. Jego Niebo – to dużo spać i nie być głodnym. Będę długo spał. Nie będę głodny. To moje Niebo. Będę szczęśliwy. Będę spokojny.

Myslovitz zerknął na parę stron w sieci. Sprawdził skrzynki emaliowe. Wyłączył wszystko, powyciągał wtyczki z gniazdek. Zebrał ze stolika dokumenty, paszport, karty bankomatowe i rzucił niedbale na półkę. Paszport odbił się od krawędzi i spadł na dywan.

Moja mama po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w Jaśle dostała przydział do pracy w szkole podstawowej w Borku Nowym, dużej wiosce pod Błażową. Po trzech latach przyjechała do pracy Jadwiga. Dostała po nas maleńkie mieszkanie w budynku szkoły a my przenieśliśmy się do Domu Nauczyciela obok. Jadwiga na zabawie w domu ludowym poznała starszego o pięć lat inżyniera; pracował w Rzeszowie w Wytwórni Silników, mieszkał z matką w drewnianym domu na wzgórzu, jakieś dwa kilometry od szkoły. Dojeżdżał do pracy motocyklem przez Borek Stary, Kielniarową, Tyczyn, Białą i Zalesie.
9-08-2010 09:53 | cytuj
Załączniki:
inne
przebudzenie ( fragment miniatury " Przebudzenie " ) . - Rozerwę worek! Pójdę do miasta. Zacznę nowe życie. - Nigdzie nie pójdziesz. Perazyna już działa.... czytaj dalej »

© 2010 myiooi.com