Konto usunięte:
Taki Kosiński, Żyd z Polski. Mieszkanie w centrum Nowego Jorku, cztery stacje telewizyjne w promieniu dwóch kilometrów. Foliowy worek na głowę, szklanka środków nasennych, podcięte żyły, gorąca woda w wannie. To już lepiej zaprosić znajomych i dziennikarzy, rozebrać się do naga i od razu pójść na chromowany stół w prosektorium. Żydowski podrostek Josek Lewinkopf nie mógł uwierzyć że przeżył zagładę i dlatego codziennie, już do końca życia, musiał widzieć swoje istnienie w cudzych oczach.
Panie Boże, niczego od Ciebie nie chcę , ani ratunku ani życia tam, po drugiej stronie, może tylko jednego, chce uwierzyć, chociaż na chwilę, że jestem kimś naprawdę ważnym.
Obowiązkowe odsyłanie na tamten świat dla każdego mężczyzny który ukończył 45 lat i dla każdej kobiety po pięćdziesiątce. Życie im przepływa przez palce, dziadostwo, telenowele, i zawracanie dupy. Jutro, za tydzień, za dwa lata ! zbuduję dom, napiszę książkę, wychowam dziecko. I co ? Niczego nie zrobi , niczego nie zbuduje. Maniana. Mamy czas. A masz kurwo rok, dwa, trzy. Tu i teraz. Masz coś do powiedzenia, powiedz teraz. Ja przeżyłem trzy albo i cztery życia, i czuję się jak dwudziestolatek który dopiero coś zrobi, który się dopiero uczy. Gdybym wiedział jak zmarnuję swój czas to… - To co ? Zrobiłbyś coś więcej ? - Nie, zrobiłbym to samo, niczego nie żałuję. Tylko ścisła maksymalna granica życia, bez wyjątków. Trzeba zostawić młodym przestrzeń, choćby spaloną ziemię, zburzone miasta, niech odbudują, niech mają cel. Cywilizacje robiły miejsce nowym cywilizacjom, tylko ta, pazurami trzyma się burty. Trzeba się puścić, bo co, czekać aż toporem odrąbią paluchy kurczowe zaciśnięte na burcie szalupy. Trzeba, i nie trzeba i nie-trzeba. Świnie, parszywe świnie! Przeklinam was i wasz świński pomiot. Zeżryjcie się nawzajem. Świnie parszywe. Jak ja mogłem z nimi tyle wytrzymać. Coś niesamowitego. Ześwinienie do ostatniej świńskiej potęgi. Świnie w gównie. Małpy z Afryki wpuścić to w 200 lat lepszy świat stworzą. Świnie w gównie, w rzygowinach , i w moczu, świnie. Chrum chrum świnio w aucie, świnio za biurkiem, świnie. Przechodzę świętą rzekę oczyszczenia. Z waszego gówna rzygowin moczu. Wyjdę na brzeg czysty i jasny, nie obejrzę się za siebie. Chrum chrum świnie. Zaprowadzę to ciało do lasu i pochowam. Zrobię to. – To ciało? To przecież Ty. – To nie ja. – To cały Ty, nie ma niczego więcej. – Nieprawda. Ja to dużo mniej i nieskończenie więcej. Ciało to tylko maska którą za chwilę zerwę z mojej prawdziwej twarzy. Wygrzebano mnie, ulepiono naprędce, napompowano strachem. Pchnięto na scenę, kazano grać w sztuce której nie rozumiem, nie do końca rozumiem , nie chcę zrozumieć.
Strach o brak, strach o utratę, strach. Strach że żyje i że umrę. Że mam, że nie mam, że może będę miał. Strach, upokorzenie, gniew, pokuta. Wyzwolę się z kręgu strachu. Zburzę Czarny Dom w czarnym Kręgu. Wyjdę. Spojrzę. - Wiesz co się z Tobą stanie ? – Wiem. Spuchnę a potem się rozpłynę, będę ziemią, przejedzie po mnie gąsienica buldożera. Będę skałą i polecę do krańców naszego świata, i powrócę. Będę pocięty na cegiełki, położę się fundamentem pod nowe domy, nowe świątynie.
Studentka literatury z San Francisco wybrała zalew na północy stanu, popłynęła pontonem do zacisznej zatoczki, rozbił namiot i zagłodziła się na śmierć. Kawałki ciała i czaszkę zwierzęta rozwlokły po całej okolicy. Ile się syciła życiem po życiu ? dwa tygodnie, czterdzieści dni ?. Grzała się w blasku własnej śmierci. Błysnęła czterdziestominutowym filmem na Discovery. Bogowie i Boginie youtube.com. Skąd mogła wiedzieć, że zaplącze się tam nawiedzony wędkarz, miejsce wybrała dobre. Moje będzie lepsze. Najdalszy kraniec wszechświata z widokiem na hutę Mittala.
Żal mi ludzi obrzmiałych strachem. Uczą się ze strachu, kochają ze strachu, płodzą dzieci ze strachu, zarabiają i tracą pieniądze ze strachu. Umierają ze strachu. Zabijają ze strachu a potem biegną z dzieckiem do stawu utopić się ze strachu. Strach formuje, strach utrzymuje, strach zabija. Ze strachu łapią małe dzieci za nóżki i roztrzaskują o mur, ze strachu gwałcą ich matkę. Możesz wypędzić strach ale zaraz potem musisz umrzeć. Tak jak ja, już za chwilę. Nie chcesz mojego dobra. I Ty i ten drugi. Przejrzałem Was. Jesteście we mnie, w mojej głowie. Jesteście zbuntowanymi programami, częściami mojego mózgu które uzyskały bezzasadną autonomię. Macie jeden cel – przedłużyć egzystencję pokracznego ciała i pokracznych ciał kuzynów bliższych i dalszych. Dzielą was różnice taktyczne ale zmierzacie do tego samego celu. Boicie się że zginiecie wraz ze mną. Będziecie roztaczać przede mną wizje wszystkich skarbów świata, będziecie kopać diabelskie otchłanie. Boicie się unicestwienia. Wy zginiecie, ja będę istniał dalej. – Bluźnisz… - Chcecie zawrócić mnie z drogi, zaciągnąć do Miasta, do rzeźni. Ocean mojego udręczenia za tydzień miesiąc rok Waszej pokracznej egzystencji. – Pamiętasz słowa Matki…. – Milcz, dręczycielu. Skoro jesteś tak potężny to odejdź, dlaczego zagnieździłeś się tylko w mojej głowie, odejdź. Milczysz ? To dobrze, bo za chwilę zginiesz. Roztopicie się i wypłyniecie z mojej głowy brązowymi i czerwonymi strużkami z nosa, ust, oczu i uszu. Będziecie omywać moje stopy a Ja , czysty biały spokojny pozwolę Wam na to.
Myslovitz sprawdził o której ma autobus do Zawiercia przez Dąbrowę Górniczą. Miał półtorej godziny.