droga ( fragment miniatury   
Konto usunięte: Nie pójdę do ”Bob’a” na piwo. Będzie tam cała zgraja – biznesmeni, prostytutki, bluesmani, małolaty z Technikum Łączności, poeci, degeneraci, dilerzy, misjonarze amerykańskich sekt. Będą mnie woła: Chodź do nas, napijemy się piwa. I poeci mogą być. Cała ta śląska popłuczyna po Wojaczku i po Stachurze, pijacy, nieroby, kurwy męskie i żeńskie, i poeta Ryba z Mikołowa. Nie chcę was widzieć. Dzisiaj ja zakładam efemeryczną jednodniową Grupę Poetycką ”Śmierć” w składzie Ja i moje wszystkie demony. Wspólnym wysiłkiem wejdziemy na szczyt i tam zostaniemy, i nikomu nic nie powiemy, stworzymy poezję jakiej świat nie widział i nie zobaczy, nie słyszał i nie usłyszy.. Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn, Im dunkeln Laub die Gold-Orangen glühn; Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn,Im dunkeln Laub die Gold-Orangen glühn; Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn,Im dunkeln Laub die Gold-Orangen glühn; Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn,Im dunkeln Laub die Gold-Orangen glühn.

Ruszył w kierunku ulicy Mickiewicza ale po kilkudziesięciu krokach zawrócił i poszedł na Chorzowską do Rock Cafe. Wszedł do środka, zamówił piwo, po kilku minutach drugie, chociaż pierwsze było jeszcze niedopite.

Co ty mi proponujesz ? Śmierć w aureoli siwych włosów, z siwą brodą, w otoczeniu córek i synów, synowych i zięciów, i gromady wnucząt, z notariuszem przy małym stoliku przy ścianie, z pękiem kluczyków do aut w garażu ? Bajeczki dla kucharek wymyślone przez pismaków w XIX-wiecznej Anglii, powtórzone w latach 30-tych XX wieku przez hollywoodzkich scenarzystów. Rzygowiny kultury masowej. – Myślisz że Toto z Monachium, czy Sandra z Los Angeles są gorsi od jahwisty i elohisty ? że 800 dolarów tygodniowo to coś gorszego od jagnięcia, 24 placków i kawałka sera ? - Nie , Panie. – Ja mówię, i niech słucha, kto chce.

Myslovitz poszedł do W.C. Reklamówkę zostawił na ławie. Po powrocie sprawdził czy jest wszystko.

- Czekałeś że może ktoś zabierze te śmieci i zmusi cię do zmiany planu. Tak, na to czekałem, jak nigdy w życiu.

Czerwiec, dzień dwudziesty piąty. Rok dwa tysiące dziesiąty. Piątek. Idealny dzień na śmierć. Piątek – śmierć. Dwa plus pięć to siedem, śmierć. Dwadzieścia pięć plus sześć plus dwa plus jeden to trzydzieści cztery a trzy plus cztery to śmiertelna siódemka. Pułapka. Dożyłem tego dnia żeby umrzeć.

Moje ciało przeobrazi się, i będę jeszcze piękniejszy. Wszystkie wspomnienia wypłyną ze mnie wąskimi brązowymi i czerwonymi strużkami z oczu, nosa, uszu i ust. Będę piękny i jasny, spokojny i stateczny. Moje zabite serce poświeci się miłości. Będę kolumną bezgłośnej radości, która utrzyma niebo nad ziemią. Nie umrę w jednej chwili. Będę umierał po kawałku, osobno; serce, mózg, oczy, żołądek. Musze się przyzwyczaić, że ja, jeszcze żywy, będę mieszkał ze zmarłą rodziną mojego ciała. Żywe serce będzie pompować żywą krew do martwych płuc. Żywe oczy będą ozdabiać szalonym tańcem martwą obojętną twarz. Żywy mózg pomyśli: jestem chyba już sam, otacza mnie trup, żyję w trupie. Będę długo umierał. W gnijącym spuchniętym trupie będę jeszcze żył w kropli mojego nasienia. Będę tylko białym nasieniem uwięzionym w worze z gnijącego mięsa. W ostatniej chwili mojego życia będę czystym życiem, które chce tylko żyć.

Nic nowego, żadnego pomysłu na życie, żadnej katastrofy która lepiej nastraja do życia niż wszystkie skarby padyszacha. Lukrowane gówno. Czas który…- Niedbaluch. - Co? niedbaluch. – Nic, niedbałe życie, niedbała śmierć. – A co ? mam pospraszać wszystkich na własna śmierć ? Wysłuchiwać bredni w stylu ”wszystko przed tobą” , ”życie zaczyna się po pięćdziesiątce”. Mówię to innym i sam w to nie wierzę. Każda śmierci jest niedbała. Niedbała o co, o życie. Debilu. – Niechlujne życie , niechlujna śmierć. – Żyłem jak umiałem. Jakbym był inny to żyłbym inaczej. Taki dostałem spadek. – Źle go wykorzystałeś, roztrwoniłeś. – Nieprawda. Może i prawda. Na zimnej blasze w prosektorium jesteśmy równi. – Bredzisz. Życie przelało ci się przez rozcapierzone palce. – Nieprawda., daj mi spokój, nie dręcz mnie. Nie wrócę czasu. – Idź i walcz. – Zawsze to samo, zawsze chcą mnie napędzić na ich drogę, na oświetloną autostradę do szpitalnego prosektorium. Pójdę ścieżką, która ja wydepczę . Mam prawo…. – Jakie ty masz prawo? Pamiętasz…- Odejdź. Świńska cywilizacja niechaj swoje świnie liczy. Ja, człowiek muszę być poza zestawieniami, tabelami, podkreśleniami.

W sklepiku niedaleko dworca PKS kupił dwie puszki piwa Tyskie. - Dać z lodówki ? – Jak Pani wygodniej, bez różnicy.

Mogę dla nich być zagadką, znakiem zapytania, rubryką niewypełnioną do końca lub wypełniona tylko do połowy. Czuje się wybrany, wyróżniony, przeklęty, nagrodzony najobficiej jak tylko można. Dostanę wszystkie elementy układanki i sam powolutku stworzę swój własny zestaw do śmierci. Podejdę powoli pod bramę, obejrzę każdą szczelinę w murze, zapytam sam siebie i wszystkich dookoła : Czy to dziś ? i odpowiem z wiarą niewzruszona: Tak , tak to dziś .- I na co czekałeś ? że ktoś zabierz ci twój majątek i zmusi do zmiany planu ? Czekałeś na to ? – Tak, jak nigdy na nic. – Sam nie możesz podjąć decyzji. – Mogę i nie mogę. I nie mogę. – Jesteś słaby. – Jestem słaby ale i tak silniejszy niż kiedykolwiek.

Nadjechał stary poobijany niebieski ikarus. Myslovitz usiadł z lewej strony przy oknie. Chwile oglądał zza Okna Katowice, Sosnowiec. W Dąbrowie zasnął na chwilę.

Lać mi się chce, coś okropnego, wiadra wody wylewają się z e mnie i dalej chce mi się lać, po co piłeś kawę i piwo w Katowicach, a co, mam zdychać z pragnienia tuż przed śmiercią. – Jak ty dbasz o komfort, nawet w takiej chwili. – Pamiętaj, odlej się przed wejściem , żebyś nie wyłaził z wora. – Dlaczego nie, posiedź w worku, pooddychaj gorącym zepsutym powietrzem, a potem poczuj jak soczyście zimny jest ten świat. Pojedziesz do Katowic, weźmiesz pokój w Campanile, dwie butelki schłodzonego Rieslinga, pomoczysz się w ogromnej wannie, to tylko zmęczenie po ciężkim sezonie. – Nigdzie nie wrócę.

Nie czeka na mnie pociąg z wagonami wąskimi, na szerokość ramion mężczyzny, i z piętrami wysokimi aż pod dach dworca, ani biała lokomotywa. Zwykły, niebieski, poobijany Ikarus, zwykli ludzi, wszystko jest takie zwykłe chociaż to przecież dzień mojej śmierci, i upał, i kurz miejski, prawie biały.
9-08-2010 09:49 | cytuj
Załączniki:
inne
Katowice ( fragment miniatury Ślub wzięli późną wiosną następnego roku. Któregoś październikowego wieczoru inżynier wracał z pracy i... czytaj dalej »

© 2010 myiooi.com